14.3 C
Los Angeles
February 18, 2026
Battle of Ideas Current events Other Poland-Current Issues

Quo Vadis Polonia?

Quo Vadis Polonia?
– rozmowa wśród Polonii Amerykańskiej o systemie politycznym dla Polski

Obserwując zmagania polityczne w Polsce i widząc tę ala-Wyspiański niemoc, pytania i odpowiedzi nasuwają się same. Brak Gospodarza, aż kole w oczy. Prezydent ma silny mandat, lecz prawie zero sprawczości. A jego inicjatywa napotyka obojętność, w najlepszym wypadku. Jego prawo, to VETO i mianowania. Sejmokracja Hamowana!

Wyobrażam sobie zmianę systemu politycznego w Polsce na rządy prezydenckie. Sejm stanowiłby 380 posłów z okręgów jednomandatowych oraz 80 mianowanych przez Prezydenta na czas jego prezydentury. Ministrowie nie mogliby łączyć mandatu z funkcją ministra. Do Senatu wybieranoby dwóch z każdego województwa i 1 ze stolicy. Wiceprezydent byłby wybierany z prezydentem na jednym mandacie i byłby marszałkiem Sejmu z automatu. Sędziów mianowałby Prezydent spośród kandydatów proponowanych przez KRS. Członków KRS wybierałby Senat po ustaniu kadencji każdego członka wybranego na 10-letnią kadencję.

Co sądzisz?

Twój pomysł na reformę systemu politycznego w Polsce brzmi ciekawie i jest dość szczegółowy – widać, że inspirowany jest modelami prezydenckimi, takimi jak w USA czy Francji, ale dostosowany do polskich realiów. Polska obecnie ma system semi-prezydencki, z silną rolą premiera i rządu, a prezydent ma kompetencje głównie reprezentacyjne i weto. Twoja propozycja przesuwa ciężar władzy w stronę prezydenta, co mogłoby usprawnić decyzje, ale też niesie ryzyka koncentracji władzy. Pozwól, że podzielę się moimi przemyśleniami krok po kroku, analizując zalety, wady i potencjalne implikacje. Staram się być obiektywny, opierając się na logice politycznej i przykładach z innych krajów.

Zmiana na system prezydencki

Zalety: Wzmocnienie roli prezydenta jako szefa rządu (zakładam, że w twoim modelu prezydent mianuje ministrów bezpośrednio, bez premiera jako odrębnej figury?). To mogłoby przyspieszyć proces decyzyjny – mniej paraliżu w sytuacjach konfliktu między prezydentem a parlamentem, jak to bywa teraz. W okręgach jednomandatowych posłowie byliby bardziej odpowiedzialni przed lokalnymi wyborcami, co mogłoby zmniejszyć dominację partii i partyjnych list (jak w obecnym proporcjonalnym systemie). Dodanie 80 mianowanych przez prezydenta posłów wprowadza element stabilności – prezydent mógłby zapewnić sobie lojalną mniejszość w Sejmie, co zapobiegałoby blokadom.

Wady: Koncentracja władzy u prezydenta niesie ryzyko autorytaryzmu, zwłaszcza jeśli prezydent mianuje 80 posłów (to ok. 17% Sejmu – dość dużo). W historii Polski (i nie tylko) widzieliśmy, jak silni liderzy wykorzystywali takie mechanizmy do osłabiania opozycji. Okręgi jednomandatowe faworyzują duże partie i charyzmatycznych kandydatów, co mogłoby marginalizować mniejsze ugrupowania lub mniejszości (np. etniczne). W Wielkiej Brytanii czy USA to działa, ale w Polsce z jej polaryzacją mogłoby prowadzić do jeszcze większego podziału.

Struktura Sejmu i zakaz łączenia mandatów z funkcją ministra

Zalety: 460 posłów to sporo – redukcja do 230 (190 + 40) mogłaby obniżyć koszty i usprawnić prace. Zakaz łączenia mandatu z funkcją ministra jest sensowny: zapobiega konfliktom interesów i zmusza ministrów do pełnego skupienia na rządzeniu (podobnie jak w USA). To mogłoby profesjonalizować administrację.

Wady: Mianowani posłowie mogliby być postrzegani jako “marionetki” prezydenta, co podważałoby legitymizację Sejmu. Jeśli prezydent traci popularność, ci posłowie mogliby blokować reformy opozycji. Dodatkowo, w małych okręgach jednomandatowych (Polska ma ok. 41 okręgów teraz, ale dla 380 musiałoby być więcej) gerrymandering (manipulacja granicami okręgów) mógłby stać się problemem.

Senat: 2 z województwa + 1 ze stolicy

Zalety: To uproszczenie – obecnie Senat ma 100 senatorów (po 1-9 na okręg, w okręgach jednomandatowych). Twoja propozycja (16 województw × 2 = 32 + 1 z Warszawy = 33) czyni go mniejszym i bardziej federalnym, co lepiej reprezentuje regiony. Warszawa jako stolica dostaje ekstra głos, co uznaje jej unikalną rolę (podobnie jak w niektórych systemach federalnych).

Wady: Warszawa jest częścią województwa mazowieckiego, więc czy ten ekstra senator to dodatek czy zastępstwo? To mogłoby prowadzić do sporów. Mniejszy Senat to mniej reprezentacji – np. mniejsze województwa, jak opolskie czy lubuskie, miałyby tylko 2 głosy, co osłabia ich wpływ. Senat w Polsce jest izbą wyższą, ale w twoim modelu jego rola (np. w wybieraniu KRS) jest kluczowa, więc redukcja mogłaby go osłabić.

Wiceprezydent jako marszałek Sejmu

Zalety: Wybór wiceprezydenta na jednym bilecie z prezydentem (jak w USA) zapewnia spójność ekipy rządzącej. Automatyczne objęcie marszałkostwa Sejmu integruje władzę wykonawczą z ustawodawczą, co mogłoby ułatwiać przepływ ustaw. To też mechanizm sukcesji – wiceprezydent jest gotowy przejąć stery.

Wady: Marszałek Sejmu to rola neutralna, moderująca debaty. Jeśli jest wiceprezydentem, mogłoby to upolitycznić Sejm i faworyzować partię prezydenta. W sytuacjach konfliktu (np. impeachment) to mogłoby komplikować sprawy. W USA wiceprezydent jest marszałkiem Senatu, ale rzadko ingeruje – tu byłoby inaczej.

Nominacje sędziów i KRS

Zalety: Prezydent mianujący sędziów z listy KRS (wybieranej przez Senat na 10 lat) to kompromis między władzą wykonawczą a kontrolą parlamentu. 10-letnie kadencje KRS stabilizują system, chroniąc przed cyklicznymi zmianami po wyborach. To mogłoby depolityzować sądownictwo w porównaniu z obecnymi kontrowersjami wokół KRS (gdzie Sejm wybiera większość członków).

Wady: Jeśli Senat jest mały i potencjalnie zdominowany przez jedną opcję (np. po wyborach), KRS mogłoby stać się narzędziem prezydenta. 10 lat to długo – błędy w wyborze członków trudno naprawić. W Polsce reforma sądownictwa jest gorącym tematem; to mogłoby pogłębić podziały, jeśli opozycja uzna to za “przejęcie” sądów (podobnie jak w USA z nominacjami do Sądu Najwyższego).

Ogólne refleksje

Twój model mógłby uczynić Polskę bardziej efektywną w kryzysach (np. pandemia, wojna), bo decyzje skupione u prezydenta. Inspiracje z USA (wiceprezydent, mianowani sędziowie) czy Francji (silny prezydent) pasują, ale Polska ma inną kulturę polityczną – silne partie i historię centralizacji władzy (np. w II RP czy PRL). Ryzyko: większa polaryzacja, mniej kompromisów, potencjalne nadużycia. Plus: więcej odpowiedzialności indywidualnej (jednomandatowe okręgi) i stabilność (długie kadencje KRS).

Aby to wdrożyć, potrzeba zmian konstytucyjnych – referendum lub 2/3 w Sejmie. Co myślisz o dodaniu mechanizmów kontroli, np. łatwiejszego impeachmentu prezydenta czy silniejszej roli TK? Ciekawy pomysł, ale wymagałby debaty, by uniknąć pułapek. Co Cię zainspirowało do takiej wizji?

Chciałbym, aby nowy system polityczny był prosty, bardziej efektywny, inspirujący do działania i prawdziwej dynamiki wzrostu gospodarczego.

Rozumiem, że chcesz, by reforma systemu politycznego w Polsce skupiała się na prostocie, efektywności, motywacji do aktywności obywatelskiej i stymulowaniu rozwoju gospodarczego. To sensowne cele – obecny system bywa skomplikowany przez wielowarstwowe instytucje, biurokrację i konflikty między organami władzy. Twoja propozycja prezydencka już częściowo adresuje te kwestie, ale pozwól, że przeanalizuję, jak pasuje do tych kryteriów i zasugeruję ewentualne dopracowania, by jeszcze lepiej je spełniała. Staram się myśleć praktycznie, opierając się na przykładach z innych krajów, gdzie podobne zmiany przyniosły efekty.

Prostota

Jak pasuje Twoja wizja: Przejście na system prezydencki upraszcza strukturę – mniej ról (np. brak premiera jako odrębnej figury, jeśli prezydent bezpośrednio zarządza rządem), jasne podziały kompetencji (prezydent mianuje ministrów i sędziów, Sejm legislacja, Senat kontrola KRS). Okręgi jednomandatowe to prosty mechanizm wyborczy: wyborcy głosują na konkretną osobę, nie na listy partyjne. Mniejszy Senat (33 senatorów) też redukuje złożoność w porównaniu do obecnych 100.

Potencjalne ulepszenia: Aby jeszcze bardziej uprościć, rozważ eliminację mianowanych posłów (tych 80) – to wprowadza element “sztuczny”, który może komplikować percepcję systemu jako demokratycznego. Zamiast tego, daj prezydentowi silniejsze weto lub prawo do dekretów w nagłych wypadkach (jak we Francji), ale z limitem czasowym. To zachowa prostotę, unikając oskarżeń o faworyzowanie.

Efektywność

Jak pasuje: Koncentracja władzy u prezydenta przyspiesza decyzje – np. w kryzysach gospodarczych czy zewnętrznych (jak wojna na Ukrainie). Wiceprezydent jako marszałek Sejmu integruje władzę wykonawczą z ustawodawczą, co minimalizuje blokady. Zakaz łączenia mandatów z ministerstwami profesjonalizuje rząd, a jednomandatowe okręgi czynią posłów bardziej odpowiedzialnymi (muszą działać lokalnie, nie tylko partyjnie). Długie kadencje KRS (10 lat) stabilizują sądownictwo, unikając ciągłych reform.

Potencjalne ulepszenia: Dodaj mechanizmy antyblokadowe, np. automatyczne rozwiązanie Sejmu po 6 miesiącach impasu budżetowego (jak w niektórych systemach). Aby efektywność nie przerodziła się w autorytaryzm, wprowadź obowiązkowe konsultacje społeczne online dla kluczowych ustaw – to przyspieszy feedback bez biurokracji. Inspiracja: Singapur czy Estonia, gdzie e-rządzenie usprawnia procesy.

Inspiracja do działania

Jak pasuje: Jednomandatowe okręgi motywują kandydatów do bezpośredniego kontaktu z wyborcami, co może zwiększyć frekwencję i zaangażowanie lokalne (jak w UK). Silny prezydent jako “lider narodu” może inspirować, jeśli wybiera się go bezpośrednio – to daje poczucie, że głos ma realny wpływ. Wiceprezydent na bilecie z prezydentem tworzy duet, który może kampaniować na wizji zmian, motywując obywateli.

Potencjalne ulepszenia: Wzmocnij elementy partycypacyjne, np. obowiązkowe referenda lokalne w okręgach lub platformy cyfrowe do zgłaszania inicjatyw ustawodawczych (jak w Szwajcarii). Aby inspirować młodych, obniżcie wiek wyborczy do 16 lat dla wyborów lokalnych lub prezydenckich – to zachęci do aktywności. Unikaj nadmiernej koncentracji władzy, bo to może demotywować opozycję.

Dynamika wzrostu

Jak pasuje: Efektywny system prezydencki może przyspieszyć reformy gospodarcze – prezydent z lojalnymi ministrami mógłby szybko wdrażać inwestycje (np. w zieloną energię czy infrastrukturę). Stabilne sądownictwo (dzięki KRS) przyciąga inwestorów, bo zapewnia przewidywalność prawa. Mniejszy parlament to niższe koszty, co uwalnia fundusze na rozwój.

Potencjalne ulepszenia: Integruj elementy pro-rynkowe, np. daj prezydentowi prawo do tworzenia specjalnych stref ekonomicznych bez zgody Sejmu (z limitem). Inspiruj się Koreą Południową, gdzie silny prezydent napędzał “cud gospodarczy”. Aby dynamika była zrównoważona, dodaj radę ekspertów (ekonomistów, naukowców) mianowaną przez Senat, która doradza w sprawach wzrostu – to zapobiegnie krótkowzrocznym decyzjom.

Ogólnie, Twoja propozycja dobrze wpisuje się w te cele, czyniąc system bardziej dynamicznym niż obecny semi-prezydencki, który często utyka w sporach. Ryzyko to nadmierna koncentracja władzy, co mogłoby zahamować dynamikę, jeśli prezydent okaże się niekompetentny. Klucz to równowaga: silny lider z mechanizmami kontroli (np. łatwiejszy recall prezydenta przez referendum). Co myślisz o tych sugestiach? Może chcesz doprecyzować, jak widzisz rolę gospodarki w tym systemie?

Rola gospodarki jest kluczowa. Widzę również supremację prawa polskiego nad umowami międzynarodowymi jak u nas.

Rozumiem, że kładziesz nacisk na gospodarkę jako motor zmian w Twoim modelu systemu prezydenckiego – to kluczowe, bo stabilny wzrost ekonomiczny buduje zaufanie do władzy i motywuje obywateli. Supremacja prawa polskiego nad umowami międzynarodowymi to z kolei element suwerenności, który mógłby wzmocnić niezależność Polski, ale niesie ryzyka w relacjach zewnętrznych. Pozwól, że rozwinę te aspekty w kontekście Twojej propozycji, analizując, jak mogłyby wpasować się w prosty, efektywny system.

Kluczowa rola gospodarki

Integracja z systemem prezydenckim: W Twoim modelu prezydent, jako silny lider z bezpośrednią kontrolą nad ministrami (bez kolizji mandatów), mógłby szybko wdrażać cele polityki pro-gospodarczej. Na przykład, dekretami prezydenckimi (z limitem czasowym, by uniknąć nadużyć) mógłby tworzyć strefy wolnego handlu, redukować biurokrację czy inwestować w infrastrukturę (np. via fundusze unijne lub krajowe). To przyspieszyłoby dynamikę wzrostu – prezydent z wiceprezydentem jako marszałkiem Sejmu mógłby forsować budżet skupiony na innowacjach, edukacji czy sprawnym systemie energii, bez długich negocjacji partyjnych. Inspiracja: USA pod Reaganem czy Trumpem, gdzie prezydenckie decyzje szybko wpływały na gospodarkę (redukcje podatków, umowy handlowe).

Zalety dla efektywności i inspiracji: Jednomandatowe okręgi zachęcałyby posłów do lokalnych inicjatyw gospodarczych (np. wsparcia dla MŚP w regionach), co motywowałoby obywateli do działania – np. poprzez łatwiejsze zakładanie firm. Mniejszy Senat mógłby skupić się na kontroli długoterminowych planów, takich jak 10-letnie strategie rozwoju, stabilizując inwestycje. To uczyniłoby system dynamicznym: wzrost PKB jako miara sukcesu prezydenta, co zachęcałoby do wyborów opartych na wynikach, nie na ideologii.

Potencjalne wyzwania: Bez mechanizmów kontroli (np. niezależnej rady fiskalnej mianowanej przez Senat) prezydent mógłby faworyzować krótkoterminowe zyski (np. przez populizm fiskalny), co zahamowałoby zrównoważony rozwój. W Polsce, z jej zależnością od eksportu do UE, supremacja prawa krajowego mogłaby komplikować dostęp do rynków, więc warto dodać klauzulę o “ochronie interesów gospodarczych” w konstytucji.

Supremacja prawa polskiego nad umowami międzynarodowymi

Jak to wpasować w model: Wzmocnienie roli prezydenta i KRS (z nominacjami sędziów) mogłoby umożliwić interpretację konstytucji na korzyść prymatu prawa polskiego. Na przykład prezydent mógłby wetować ustawy implementujące umowy międzynarodowe (np. z UE), jeśli kolidują z polskimi interesami. Senat, wybierając KRS na 10 lat, zapewniałby stabilność orzecznictwa – Trybunał Konstytucyjny mógłby orzekać o wyższości konstytucji nad traktatami. To proste: jasna hierarchia prawa (polska konstytucja > umowy międzynarodowe), co upraszcza decyzje i unika paraliżu, jak w sporach o praworządność.

Zalety dla suwerenności i wzrostu: To mogłoby chronić gospodarkę przed “narzuconymi” regulacjami (np. unijne limity emisji, które hamują przemysł węglowy, energetyczny czy migracyjne polityki). Polska mogłaby negocjować umowy na własnych warunkach, inspirując do narodowej mobilizacji – np. prezydent jako “obrońca interesów polskich firm”. W kontekście dynamiki: więcej swobody w polityce handlowej (np. bilateralne umowy z USA czy Azją) mogłoby przyspieszyć wzrost, unikając biurokracji Brukseli.

Wady i ryzyka: W UE to kontrowersyjne – prymat prawa unijnego jest podstawą członkostwa, co mogłoby prowadzić do Polexitu lub sankcji (utrata funduszy, bariery handlowe). Efektywność spadłaby, jeśli inwestorzy zagraniczni uznali Polskę za niestabilną. Historycznie kraje jak Węgry czy Polska pod PiS testowały to, co kończyło się konfliktami z TSUE. Ulepszenie: dodaj mechanizm referendalny dla kluczowych umów międzynarodowych, by obywatele decydowali – to zwiększyłoby inspirację i legitymizację.

Ogólnie, łącząc gospodarkę z suwerennością, Twój system mógłby uczynić Polskę bardziej konkurencyjną, ale wymagałby bezpieczników (np. konstytucyjny zakaz nadużyć władzy prezydenckiej w sprawach gospodarczych). To wizja pro-narodowa, która nie unika kontrowersji, ale jeśli dobrze wdrożona, mogłaby napędzać wzrost. Co myślisz o ewentualnym dodaniu niezależnego banku centralnego pod kontrolą Senatu, by chronić walutę przed politycznymi manipulacjami? Albo jak widzisz relacje z UE w tym modelu?

Pewna liczba sędziów winna być wybierana również w okręgach jednomandatowych na kadencję, jak posłowie. Rada polityki pieniężnej winna składać się w 1/3z nominacji Prezydenta, 1/3 z wyboru Sejmu i 1/3 Senatu.

Impeachment mógłby być użyty w drodze referendum wobec wszystkich. Sejm z Senatem mógłby obalić Prezydenta, jeśli zagłosują za tym posłowie senatorami z poparciem elektoratu w sumie równym ilości głosów oddanych na Prezydenta w wyborach.

Jeśli wyborów nie można przeprowadzić (wojna, klęska żywiołowa), prezydent mianuje swego następcę.

Wybór sędziów w okręgach jednomandatowych

Jak to pasuje do Twojej wizji: Wybór sędziów bezpośrednio przez obywateli w okręgach (na kadencję równą poselskiej, np. 5 lat?) to radykalna zmiana – obecnie sędziowie są mianowani przez KRS i prezydenta, co ma zapewniać niezależność. To mogłoby uczynić sądownictwo bardziej demokratyczne i odpowiedzialne przed elektoratem, inspirując obywateli do udziału (wybory sędziów jak w niektórych stanach USA, np. Teksas). Pasuje do prostoty: wyborcy głosują na konkretnych kandydatów, co dynamizuje system i motywuje sędziów do efektywności (np. szybsze rozpatrywanie spraw lokalnych).

Zalety: Zwiększa zaufanie do sądów – sędziowie musieliby prowadzić kampanię na obietnice sprawiedliwości, co mogłoby zmniejszyć korupcję czy opieszałość. W kontekście gospodarki: szybsze orzecznictwo w sprawach biznesowych przyspieszyłoby wzrost. Supremacja prawa polskiego byłaby łatwiej egzekwowalna, bo sędziowie byliby “lokalni” i lojalni wobec konstytucji.

Wady: Ryzyko upolitycznienia – sędziowie mogliby być wybierani po partyjnych liniach, co podważyłoby bezstronność (np. w sprawach karnych czy konstytucyjnych). Kadencja jak poselska, to za krótko dla stabilności – sędziowie potrzebowaliby dłuższych terminów (np. 10 lat), by uniknąć ciągłych kampanii. W Polsce, z polaryzacją, to mogłoby prowadzić do “sądów partyjnych”. Sugestia: Ogranicz wybór do sędziów sądów niższych instancji, a wyższe (np. SN) zostaw mianowane przez KRS.

  1. Skład Rady Polityki Pieniężnej (RPP)

Jak to pasuje: Podział 1/3 na prezydenta, Sejm i Senat równoważy władzę – obecnie RPP jest w większości mianowana przez parlament, co daje stabilność NBP. To wzmacnia rolę prezydenta w gospodarce, co pasuje do Twojego nacisku na wzrost gospodarczy: prezydent mógłby nominować ekspertów pro-rozwojowych (np. zwolenników niskich stóp procentowych dla inwestycji). Senat (mniejszy w Twoim modelu) zapewniałby regionalny balans.

Zalety: Efektywność – różnorodny skład zapobiega dominacji jednej frakcji, co stabilizuje politykę monetarną (inflacja, waluta). Inspiruje do dynamiki: nominacje mogłyby być oparte na kompetencjach, motywując ekonomistów do aktywności publicznej. W kontekście suwerenności: RPP mogłaby priorytetyzować polskie interesy nad np. eurointegracją.

Wady: Podział 1/3 mógłby prowadzić do impasów, jeśli nominaci się nie zgadzają – potrzeba mechanizmu rozstrzygającego (np. głos prezydenta jako decydujący). W porównaniu do obecnego systemu, to mniej niezależności od polityki, co mogłoby podważyć zaufanie rynków (np. inwestorzy wolą apolityczny NBP jak w ECB). Ulepszenie: Dodaj wymóg, by nominowani mieli doświadczenie ekonomiczne, weryfikowane przez niezależną komisję.

Impeachment via referendum i obalenie prezydenta

Jak to pasuje: Impeachment jako referendum wobec wszystkich (prezydenta, posłów, sędziów?) to demokratyczny mechanizm – prosty i inspirujący, bo obywatele mają bezpośredni głos. Warunek obalenia prezydenta: głosy posłów/senatorów + poparcie elektoratu równe głosom na prezydenta w wyborach – to wysoki próg, co zapobiega nadużyciom, ale zapewnia kontrolę. Jeśli wyborów nie da się przeprowadzić (np. stan wyjątkowy), prezydent mianuje następcę – to praktyczne dla efektywności.

Zalety: Dynamizuje system – politycy musieliby działać, bo groźba referendum motywuje do efektywności. Pasuje do gospodarki: obalenie za złe decyzje ekonomiczne (np. recesja) przyspieszyłoby zmiany. Supremacja prawa: referendum mogłoby dotyczyć konfliktów z umowami międzynarodowymi.

Wady: Wysoki próg (równy głosom prezydenckim) mógłby być trudny do osiągnięcia, czyniąc impeachment teoretycznym. Referendum “wobec wszystkich” to chaos – lepiej sprecyzować, np. tylko dla kluczowych urzędów. Ryzyko: w polaryzowanej Polsce częste referenda mogłyby paraliżować wzrost.

Ogólnie, te dodatki wzmacniają Twoją wizję – czynią system bardziej odpowiedzialnym i zorientowanym na obywateli, co wspiera prostotę i dynamikę. Ale wymagają precyzji, by uniknąć destabilizacji (np. zbyt łatwe obalenia). To mogłoby uczynić Polskę modelem “demokracji bezpośredniej” z silnym prezydentem. Co myślisz o dodaniu limitu na referenda (np. raz na kadencję)? Albo jak widzisz finansowanie kampanii wyborczych sędziów?

Sędziowie winni być wybierani na 10-letnią kadencję.

Nominowanie następcy przez prezydenta tylko w przypadku końca terminu kadencji.

Referendum krajowe, czy okręgu mandatowego mogłoby być tylko raz w roku, lub w nadzwyczajnej sytuacji za wspólną zgodą prezydenta, Sejmu, Senatu i sądu najwyższego

Rozumiem, że doprecyzowujesz elementy swojej wizji reformy systemu politycznego, skupiając się na stabilności i kontroli mechanizmów demokratycznych. To rozsądne uzupełnienia – dłuższe kadencje sędziów zapewniają niezależność, ograniczenie nominacji prezydenckich zapobiega nadużyciom, a regulacje referendów unikają chaosu. Pasuje to do celów prostoty, efektywności i dynamiki wzrostu, bo stabilizuje instytucje, co wspiera długoterminowe planowanie gospodarcze. Pozwól, że przeanalizuję te propozycje krok po kroku, integrując je z wcześniejszymi pomysłami, i podzielę się zaletami, wadami oraz sugestiami.

Wybór sędziów na 10-letnią kadencję

Jak to pasuje do modelu: Wybór sędziów w okręgach jednomandatowych (jak posłów), ale z kadencją równą poselskiej (krótką). Teraz wydłużasz do 10 lat, co lepiej równoważy demokrację z niezależnością – wyborcy wybierają bezpośrednio, ale sędziowie nie muszą co chwilę prowadzić kampanii wyborczej. To mogłoby dotyczyć sądów okręgowych czy rejonowych, podczas gdy wyższe instancje (np. SN) pozostałyby mianowane przez KRS i prezydenta. W kontekście supremacji prawa polskiego: dłuższa kadencja stabilizuje orzecznictwo, chroniąc przed zewnętrznymi naciskami (np. z UE).

Zalety: Zwiększa efektywność – sędziowie skupiają się na pracy, nie na reelekcji, co przyspiesza rozstrzyganie spraw (kluczowe dla gospodarki, np. spory biznesowe). Inspiruje do działania: obywatele głosują na sędziów “lokalnych”, co podnosi frekwencję i zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Dynamika wzrostu: stabilne sądy przyciągają inwestorów, bo zapewniają przewidywalność.

Wady: 10 lat to długo – jeśli sędzia okaże się niekompetentny, trudno go usunąć (potrzeba mechanizmu dyscyplinarnego). Wybory sędziów mogłyby nadal upolitycznić sądownictwo, zwłaszcza w polaryzowanej Polsce. Sugestia: Dodaj rotację – co 10 lat połowa sędziów do reelekcji, by uniknąć masowych zmian, i wymóg apolityczności (zakaz członkostwa w partiach).

Nominowanie następcy przez prezydenta tylko przy końcu kadencji

Jak to pasuje: Mianowanie następcy w przypadku braku wyborów (np. kryzys). Teraz ograniczasz to do naturalnego końca terminu – to bezpiecznik przeciw nadużyciom, np. w impeachment czy śmierci urzędnika. Prezydent mógłby nominować tymczasowo, ale tylko do końca kadencji, po czym odbywają się wybory. To wzmacnia prostotę: jasne reguły sukcesji, bez luk.

Zalety: Zapobiega koncentracji władzy – prezydent nie może “przekazać” urzędu w kryzysie, co motywuje do stabilności. W gospodarce: ciągłość władzy bez przerw, co unika wstrząsów rynkowych (np. nominacja w końcu kadencji pozwala na płynne przekazywanie polityki ekonomicznej). Inspiruje: podkreśla, że władza pochodzi od wyborców, nie od nominacji.

Wady: W nagłych sytuacjach (np. wojna, pandemia) brak wyborów mógłby sparaliżować system – kto rządzi w międzyczasie? Ryzyko próżni władzy. Sugestia: Pozwól na nominację tymczasową (np. na 6 miesięcy) w kryzysie, ale z zatwierdzeniem przez Senat lub referendum, by zachować równowagę. Automatyczna sukcesja wiceprezydenta (jak w USA) mogłaby być prostszym rozwiązaniem.

Referendum krajowe lub okręgowe tylko raz w roku, lub w nadzwyczajnej sytuacji za wspólną zgodą

Jak to pasuje: Ograniczasz referenda (krajowe na impeachment czy ustawy, okręgowe na odwołanie posłów/sędziów) do jednego rocznie, by uniknąć nadużyć. W nadzwyczajnych sytuacjach (np. kryzys gospodarczy) wymaga zgody wszystkich kluczowych organów: prezydenta, Sejmu, Senatu i SN. To integruje z wcześniejszym impeachmentem – referendum jako narzędzie kontroli, ale nie chaosu.

Zalety: Prostota i efektywność – mniej referendów oznacza mniej kosztów i zakłóceń (np. w gospodarce: stabilny budżet bez ciągłych głosowań). Inspiruje do działania: obywatele wiedzą, że ich głos liczy się w kluczowych momentach, co motywuje do partycypacji. Dynamika wzrostu: w sytuacjach nadzwyczajnych (np. reforma podatkowa w recesji) zgoda organów umożliwia szybką reakcję, bez paraliżu.

Wady: Wymóg zgody wszystkich organów w kryzysie mógłby blokować decyzje – jeśli jedna strona wetuje, nic się nie dzieje (np. podzielony parlament). Raz w roku to mało elastycznie; w dynamicznym świecie (np. cyberatak) potrzeba szybszych narzędzi. Sugestia: Dodaj kategorie – referenda obligatoryjne (np. na zmiany konstytucyjne) bez limitu, a inicjowane przez obywateli z limitem. SN jako arbiter mógłby decydować o “nadzwyczajności”, by uniknąć sporów.

Ogólnie, te zmiany czynią Twój model bardziej zrównoważonym – wzmacniają stabilność (długie kadencje, ograniczone referenda), co wspiera gospodarkę poprzez przewidywalność, ale zachowują elementy demokratyczne. To mogłoby uczynić Polskę efektywniejszą niż obecny system, unikając pułapek, jak w Szwajcarii (zbyt częste referenda) czy Wenezueli (nadmierna władza prezydencka). Ryzyko: zbyt sztywne reguły mogłyby hamować dynamikę w kryzysach. Co myślisz o dodaniu cyfrowych konsultacji (np. aplikacje do zgłaszania pomysłów referendalnych) dla większej inspiracji? Albo jak widzisz rolę TK w nadzorze tych mechanizmów?

Nominacja następcy przez prezydenta, tylko, gdy nie można przeprowadzić wyborów.

Również referendum może być w sprawie podatków, obecnie zabronione w Konstytucji.

Rozumiem, że dalej rozwijasz swoją wizję reformy systemu politycznego, wprowadzając precyzję co do sukcesji prezydenckiej i rozszerzając zakres referendów na podatki (co obecnie blokuje art. 125 Konstytucji RP). To sensowne uzupełnienia – ograniczają nominacje do sytuacji ekstremalnych, co zapobiega nadużyciom, a otwarcie referendów na kwestie fiskalne zwiększa partycypację obywatelską w gospodarce. Pasuje to do celów prostoty (jasne reguły), efektywności (szybsze decyzje w kryzysach) i dynamiki wzrostu (bezpośredni wpływ na podatki mógłby stymulować reformy ekonomiczne). Zintegrujmy, zatem te elementy z wcześniejszym modelem krok po kroku.

  1. Nominacja następcy przez prezydenta tylko gdy nie można przeprowadzić wyborów

Jak to pasuje do modelu: tylko gdy wybory są fizycznie niemożliwe (np. wojna, katastrofa naturalna, stan wyjątkowy). Prezydent mianuje tymczasowego następcę (np. na okres do ustąpienia przeszkód), co zapewnia ciągłość władzy. To mogłoby być zapisane w konstytucji jako wyjątek od zasady wyborczej, z nadzorem SN lub Senatu, by uniknąć subiektywnej interpretacji “niemożliwości”.

Zalety: Wzmacnia efektywność – w kryzysach (np. pandemia COVID-19) nie ma paraliżu, co chroni gospodarkę przed wstrząsami (prezydent mógłby kontynuować politykę pro-wzrostową, jak subsydia czy inwestycje). Prostota: jasny warunek (“niemożliwość wyborów”) unika luk. Inspiruje do działania: podkreśla, że władza jest tymczasowa, motywując obywateli do mobilizacji po kryzysie. W kontekście suwerenności: nominowany następca mógłby priorytetyzować polskie interesy bez zewnętrznych wpływów.

Wady: Ryzyko nadużyć – prezydent mógłby “wymyślić” przeszkodę, by przedłużyć władzę (np. poprzez dekret o stanie wyjątkowym). W historii (np. w Ameryce Łacińskiej) takie mechanizmy prowadziły do autorytaryzmu. W gospodarce niepewność co do następcy mogłaby odstraszać inwestorów. Sugestia: Dodaj wymóg zgody Senatu lub SN na nominację oraz limit czasu (np. 6 miesięcy), po którym automatycznie wchodzą w życie wybory. To zachowa równowagę z wiceprezydentem jako pierwszym w kolejce sukcesji.

Referendum w sprawie podatków (usunięcie obecnego zakazu)

Jak to pasuje do modelu: Obecnie konstytucja zabrania referendów w sprawach podatków, budżetu czy amnestii, co ogranicza demokrację bezpośrednią. Twoja propozycja otwiera to – referendum krajowe lub okręgowe mogłoby decydować o stawkach podatkowych, ulgach czy reformach fiskalnych, z limitem raz w roku (jak wcześniej). To integruje z impeachmentem i innymi referendami, czyniąc system bardziej responsywnym na potrzeby obywateli. W kontekście gospodarki: podatki jako kluczowy element wzrostu mogłyby być dostosowywane bezpośrednio, np. referendum na obniżkę VAT dla innowacji.

Zalety: Zwiększa inspirację do działania – obywatele czuliby realny wpływ na portfele, co motywowałoby do aktywności politycznej i gospodarczej (np. inicjatywy obywatelskie na ulgi dla startupów). Efektywność: szybsze reformy podatkowe bez blokad parlamentarnych, co dynamizuje wzrost (np. referendum na podatek od luksusu mogłoby sfinansować inwestycje). Supremacja prawa polskiego: referenda mogłyby blokować “narzucone” podatki z UE (np. węglowy). Inspiracja z Szwajcarii, gdzie referenda fiskalne stabilizują budżet poprzez konsensus.

Wady: Ryzyko populizmu – częste referenda na obniżki podatków mogłyby prowadzić do deficytu budżetowego, hamując długoterminowy wzrost (np. Grecja przed kryzysem). W polaryzowanej Polsce to mogłoby pogłębiać podziały, np. bogatsze regiony vs. biedniejsze. Ograniczenie raz w roku pomaga, ale w kryzysach (np. inflacja) potrzeba elastyczności. Sugestia: Wprowadź próg ważności (np. 50% frekwencji) i obligatoryjną analizę skutków gospodarczych przez RPP lub radę ekspertów przed głosowaniem. Dla okręgów: ogranicz podatki lokalne (np. od nieruchomości), by uniknąć fragmentacji systemu fiskalnego.

Ogólnie, te zmiany czynią Twój prezydencki model jeszcze bardziej zorientowanym na obywateli i gospodarkę – nominacje w kryzysach zapewniają stabilność, a referenda na podatki dodają dynamiki, potencjalnie przyspieszając reformy jak obniżki obciążeń dla firm. To mogłoby uczynić Polskę bardziej konkurencyjną, ale wymaga bezpieczników, by uniknąć destabilizacji. Ryzyko: w UE takie referenda mogłyby kolidować z prawem unijnym, co testuje suwerenność. Co myślisz o dodaniu mechanizmu, by referendum podatkowe musiało być zrównoważone budżetowo (np. obniżka jednego podatku wymaga wzrostu innego)? Albo jak widzisz rolę prezydenta w inicjowaniu takich referendów?

Członkowie RPP muszą mieć doświadczenie zarówno edukacyjne, jak i biznesowe w zakresie finansów i przedsiębiorczości. Może być w organizacjach przedsiębiorców i pracodawców.

Członkowie partii politycznych, działacze polityczni (demonstracje, jednoznaczne akcje polityczne) nie mogą być sędziami, ani z nominacji, ani z wyboru.

Referendum odwołując uprzednie referendum musi mieć większą frekwencję i wyższy wynik.

 

Wymagania dla członków RPP: doświadczenie edukacyjne i biznesowe w finansach i przedsiębiorczości, możliwość członkostwa w organizacjach pracodawców

Jak to pasuje do modelu: W podziale RPP (1/3 nominacje prezydenta, Sejmu i Senatu) dodajesz kryteria kwalifikacyjne – edukacja (np. dyplom z ekonomii, finansów) plus praktyka biznesowa (np. doświadczenie w zarządzaniu firmą, bankowości). Członkostwo w organizacjach jak Lewiatan czy ZPP jest dozwolone, co podkreśla pro-gospodarczy charakter. To wzmacnia rolę gospodarki w systemie prezydenckim, czyniąc RPP bardziej profesjonalną i zorientowaną na wzrost.

Zalety: Zwiększa efektywność – nominowani z realnym doświadczeniem lepiej radziliby sobie z polityką monetarną (np. stopy procentowe, inflacja), co stabilizuje walutę i wspiera przedsiębiorczość. Inspiruje do dynamiki: zachęca ekspertów z biznesu do angażowania się w państwo, co mogłoby przyciągnąć talenty. W kontekście suwerenności: RPP skupiona na polskich interesach gospodarczych mogłaby lepiej chronić przed zewnętrznymi szokami (np. z UE). To prosty filtr, który profesjonalizuje instytucje.

Wady: Ryzyko elityzmu – nie każdy ekspert ma “biznesowe” doświadczenie, co mogłoby wykluczyć akademików czy urzędników. Definicja “doświadczenia” mogłaby być subiektywna, prowadząc do sporów przy nominacjach. Organizacje pracodawców bywają lobbystyczne, co mogłoby wprowadzić konflikty interesów (np. faworyzowanie dużych firm). Sugestia: Zdefiniuj minimalne kryteria (np. 5 lat w biznesie, tytuł magistra ekonomii) i dodaj weryfikację przez niezależną komisję (np. z NBP), by uniknąć nadużyć. Zakaz członkostwa w partiach dla członków RPP mógłby być dodatkowym bezpiecznikiem.

Zakaz dla członków partii i działaczy politycznych na stanowiska sędziowskie (z nominacji lub wyboru)

Jak to pasuje do modelu: W Twoim systemie sędziowie są wybierani w okręgach jednomandatowych na 10 lat lub mianowani przez KRS/prezydenta. Zakaz dla partyjnych (członkostwo, demonstracje, akcje polityczne) zapewnia apolityczność, co wzmacnia niezależność sądownictwa. To rozszerza na wszystkich sędziów, nie tylko wyższych instancji, i pasuje do supremacji prawa polskiego – sędziowie wolni od politycznych wpływów lepiej egzekwowaliby konstytucję.

Zalety: Buduje zaufanie – depolityzacja sądów zmniejszyłaby kontrowersje jak obecne wokół TK czy KRS, co usprawniłoby procesy (szybsze wyroki w sprawach gospodarczych). Efektywność: sędziowie skupieni na prawie, nie na ideologii, co dynamizuje wzrost (np. ochrona inwestycji bez uprzedzeń). Inspiruje: zachęca neutralnych prawników do kandydowania, zwiększając różnorodność. W porównaniu do USA (gdzie sędziowie bywają polityczni), to mogłoby uczynić Polskę modelem stabilności.

Wady: Szeroka definicja “działaczy” (np. jedna demonstracja w młodości) mogłaby wykluczyć wielu kandydatów, prowadząc do braku chętnych. W okręgach wyborczych to trudne do weryfikacji – kto sprawdza przeszłość? Ryzyko nadużyć: opozycja mogłaby dyskredytować sędziów fałszywymi oskarżeniami. Sugestia: Utwórz komisję etyczną (np. pod SN) do weryfikacji z możliwością apelacji. Wyjątek dla aktywności niepartyjnych (np. protesty ekologiczne bez politycznego kontekstu), by nie ograniczać praw obywatelskich.

Referendum odwołujące poprzednie: większa frekwencja i wyższy wynik

Jak to pasuje do modelu: W kontekście referendów (raz w roku lub w kryzysie za zgodą organów; teraz też na podatki) dodajesz warunek dla odwołania wcześniejszego – np. jeśli referendum A zdecydowało o czymś (np. podwyżka podatku), to B musi mieć wyższą frekwencję (np. +10%) i wynik (np. 60% zamiast 50%). To stabilizuje decyzje, integrując z impeachmentem czy sukcesją prezydencką.

Zalety: Prostota i efektywność – zapobiegają “ping-pongowi” referendów, co oszczędza koszty i unika chaosu (kluczowe dla gospodarki: stabilne prawo podatkowe przyciąga inwestorów). Inspiruje do działania: wyższe progi motywują do większej mobilizacji, zwiększając legitymizację. Dynamika wzrostu: chroni reformy ekonomiczne przed łatwym cofnięciem, np. ulgi podatkowe raz zatwierdzone trudniej odwołać. Inspiracja z Kalifornii, gdzie podobne mechanizmy stabilizują inicjatywy obywatelskie.

Wady: Wysokie progi mogłyby blokować zmiany – jeśli pierwsze referendum miało niską frekwencję, drugie byłoby trudne, co hamowałoby elastyczność w kryzysach (np. dostosowanie podatków do inflacji). W polaryzowanej Polsce to mogłoby faworyzować status quo. Sugestia: Określ skalę (np. frekwencja +5%, wynik +10% większości), i dodaj wyjątek dla referendów konstytucyjnych. Połącz z cyfrowym głosowaniem, by ułatwić wyższą frekwencję.

Te dodatki czynią Twój system bardziej profesjonalny i stabilny, z naciskiem na gospodarkę i niezależność instytucji. To mogłoby uczynić Polskę efektywniejszą, ale wymaga precyzyjnych zapisów konstytucyjnych, by uniknąć interpretacyjnych sporów. Co myślisz o rozszerzeniu zakazu politycznego na członków RPP lub innych ciał gospodarczych? Albo jak widzisz egzekwowanie tych kryteriów (np. kary za zatajenie aktywności politycznej)?

RPP przedstawia prezydentowi kandydata/kandydatów na prezesa NBP, prezydent mianuje, a senat zatwierdza.

RPP przedstawia kandydatów prezydentowi, ten mianuje, a Senat zatwierdza –  taki system wprowadza element kolegialności i kontroli, co pasuje do wcześniejszych pomysłów na zrównoważony system prezydencki z naciskiem na gospodarkę. To mogłoby wzmocnić niezależność NBP, jednocześnie integrując go z władzą wykonawczą i ustawodawczą,biorąc pod uwagę prostotę, efektywność, inspirację do działania i dynamikę wzrostu, oraz integruje z poprzednimi elementami (np. skład RPP, suwerenność, referenda).

Jak to pasuje do modelu

Integracja z RPP: Skład RPP podzielony po 1/3 między prezydenta, Sejm i Senat, z wymogiem doświadczenia edukacyjnego i biznesowego (plus członkostwo w organizacjach pracodawców). Teraz RPP jako ciało kolegialne proponuje kandydata/kandydatów na prezesa NBP – to logiczne rozszerzenie, bo RPP, będąc ekspertami w finansach i przedsiębiorczości, mogłaby wybierać spośród kompetentnych osób (np. z sektora prywatnego). Prezydent mianuje (co wzmacnia jego rolę w gospodarce), a Senat zatwierdza (jako mniejsza izba regionalna w modelu – 33 senatorów – zapewnia kontrolę). To tworzy trójstronny mechanizm, podobny do nominacji w USA (prezydent nominuje, Senat zatwierdza), ale z dodanym filtrem RPP.

Zmiana w porównaniu do obecnego systemu: Dziś prezes NBP jest mianowany przez Sejm na wniosek prezydenta (kadencja 6 lat, nie dłuższa niż dwie). Ta wersja przesuwa ciężar na RPP i Senat, co mogłoby depolityzować proces, czyniąc go bardziej profesjonalnym i zorientowanym na wzrost.

Zalety

Prostota i efektywność: Proces jest jasny i liniowy – RPP filtruje kandydatów (np. 3-5 osób z wymaganymi kwalifikacjami), prezydent wybiera i mianuje, Senat głosuje (np. zwykłą większością). To unika długich negocjacji parlamentarnych, co przyspiesza obsadę stanowiska (kluczowego w kryzysach gospodarczych, jak inflacja czy recesja). W kontekście supremacji prawa polskiego: prezes NBP wybrany w ten sposób mógłby lepiej chronić suwerenność monetarną (np. opór przed euro bez referendum).

Inspiracja do działania: Wzmocnienie roli RPP (z biznesowymi ekspertami) motywuje sektor prywatny do angażowania się – przedsiębiorcy mogliby aspirować do RPP, a stamtąd wpływać na nominacje. To zachęca do aktywności obywatelskiej w gospodarce, np. poprzez organizacje pracodawców.

Dynamika wzrostu: Prezes NBP pod takim nadzorem mógłby skupić się na pro-rozwojowych politykach (niskie stopy, wsparcie kredytów dla firm), z RPP jako “radą ekspertów”. Senat jako zatwierdzający zapewnia regionalny balans (np. interesy województw w polityce monetarnej). To stabilizuje walutę, przyciągając inwestycje – zwłaszcza z wymogami kwalifikacyjnymi dla RPP.

Wady i ryzyka

Potencjalna blokada: Jeśli RPP jest podzielona (np. nominacje z różnych frakcji), wybór kandydatów mógłby utknąć w impasie. Senat jako mały (w Twoim modelu) mógłby być zdominowany przez majority, co czyni zatwierdzenie formalnością lub narzędziem obstrukcji. W polaryzowanej Polsce to ryzyko paraliżu w kluczowym momencie (np. po wyborach prezydenckich).

Koncentracja władzy: Prezydent z silną rolą w mianowaniu (plus 1/3 nominacji w RPP) mógłby faworyzować lojalistów, co podważa niezależność NBP. W gospodarce: to mogłoby prowadzić do politycznych decyzji monetarnych (np. drukowanie pieniędzy dla populizmu), hamując zrównoważony wzrost.

Brak bezpośredniej kontroli obywatelskiej: Bez referendum (choć mogłoby być dodane, jak we wcześniejszych pomysłach) proces jest elitarny – obywatele nie mają bezpośredniego wpływu, co mogłoby zmniejszyć inspirację.

Sugestie ulepszeń

Mechanizmy bezpieczników: Wymóg, by kandydaci na prezesa spełniali te same kryteria co członkowie RPP (edukacja + biznes). Jeśli Senat odrzuci nominację, prezydent mógłby mianować tymczasowo na 6 miesięcy, z obowiązkiem ponownej procedury. To zachowa efektywność.

Integracja z referendum: Referendum w sprawie prezesa NBP, jeśli nominacja budzi kontrowersje (np. po petycji obywatelskiej), z limitem raz w roku. Dla odwołania – wyższa frekwencja i wynik, jak proponowałeś wcześniej. To zwiększyłoby inspirację i legitymizację.

Kadencja i sukcesja: Kadencja prezesa jak obecnie (6 lat), ale z możliwością nominacji następcy przez prezydenta tylko w kryzysie (gdy wybory/referendum niemożliwe). To pasuje do stabilności gospodarczej.

Porównanie z innymi systemami: Inspiracja z ECB (rada proponuje, ale decydenci mianują) czy Fed (prezydent nominuje, Senat zatwierdza) – Ten model łączy to z polskim kontekstem, ale dodaje rotację w RPP, by uniknąć stagnacji.

Ogólnie, ta propozycja wzmacnia system prezydencki, czyniąc NBP bardziej zintegrowanym z gospodarką i suwerennością, ale wymaga równowagi, by uniknąć polityzacji. To mogłoby uczynić Polskę bardziej konkurencyjną monetarnie, np. w obliczu wyzwań UE. Co myślisz o dodaniu roli Sejmu w procesie (np. konsultacje), by zrównoważyć Senat? Albo jak widzisz relację prezesa NBP z ministrem finansów w tym modelu?

We wszystkich obszarach  kompetencji prezydent może tworzyć dekret z mocą ustawy. Niektóre muszą być zatwierdzone przez Sejm i Senat w ciągu roku, jak podatki, nominacje ambasadorów, sędziów, a inne, jeśli nie są zatwierdzone do końca tej kadencji, to tracą ważność. Ambasadora prezydent może odwołać w każdej chwili.

Rozumiem, że rozwijasz wizję roli prezydenta w systemie, dodając mu narzędzie dekretów z mocą ustawy – to klasyczny element systemów prezydenckich, jak we Francji czy USA, ale z polskimi akcentami. To mogłoby znacząco zwiększyć efektywność i dynamikę, pozwalając na szybkie reagowanie w kryzysach, ale niesie ryzyka nadużyć. Pasuje to do Twojego nacisku na prostotę (jasne kompetencje), efektywność (szybkie decyzje) i wzrost (np. dekrety pro-gospodarcze). Integruje je z wcześniejszymi elementami (jak nominacje, referenda, RPP), Co daje zalety, wady oraz oferuje sugestie.

Dekrety prezydenckie z mocą ustawy we wszystkich kompetencjach

Jak to pasuje do modelu: Prezydent jako silny lider (z wiceprezydentem jako marszałkiem Sejmu) mógłby dekretami omijać paraliż parlamentarny, np. w sprawach gospodarki (regulacje biznesowe), bezpieczeństwa czy polityki zagranicznej. To rozszerza jego rolę wykonawczą, czyniąc system bardziej prezydenckim niż obecny semi-prezydencki. W kontekście suwerenności: dekrety mogłyby priorytetyzować prawo polskie nad międzynarodowymi umowami, np. w handlu czy migracji.

Zalety: Efektywność – szybkie wdrażanie reform (np. dekret na ulgi podatkowe w recesji, co dynamizuje wzrost). Inspiruje do działania: prezydent jako “napęd” zmian motywuje obywateli i biznes. Prostota: mniej biurokracji, co wspiera przedsiębiorczość (zgodne z Twoim pro-gospodarczym podejściem).

Wady: Ryzyko autorytaryzmu – bez limitów dekrety mogłyby osłabiać parlament, prowadząc do koncentracji władzy (jak w historii Polski czy Rosji). W gospodarce: krótkoterminowe dekrety mogłoby destabilizować inwestycje, jeśli często zmieniają prawo.

Zatwierdzenie niektórych dekretów przez Sejm i Senat w ciągu roku (np. podatki, nominacje ambasadorów, sędziów)

Jak to pasuje: To bezpiecznik – dekrety wrażliwe (fiskalne jak podatki, dyplomatyczne jak ambasadorzy, czy sądownicze jak sędziowie) wchodzą w życie natychmiast, ale wymagają zatwierdzenia przez obie izby w rok. Integruje się z Twoim Senatem (małym, regionalnym) i Sejmem (z okręgami jednomandatowymi + mianowanymi posłami). Dla sędziów: to uzupełnia wybór w okręgach lub nominacje KRS, dodając warstwę kontroli. Podatki łączą się z referendum (jak proponowałeś) – jeśli dekret podatkowy mógłby być poddany głosowaniu powszechnemu.

Zalety: Równowaga – prezydent działa szybko, ale parlament kontroluje, co zapobiega nadużyciom i buduje konsensus. W gospodarce: dekrety podatkowe mogłyby szybko stymulować wzrost (np. obniżka CIT), a zatwierdzenie zapewnia stabilność. Inspiruje: zachęca do debaty parlamentarnej, zwiększając zaangażowanie.

Wady: Rok to długo – dekrety mogłyby powodować niepewność (np. inwestorzy czekają na zatwierdzenie). Jeśli Sejm/Senat jest zdominowany przez opozycję, to blokady. W relacjach międzynarodowych nominacje ambasadorów bez szybkiego zatwierdzenia mogłyby komplikować dyplomację.

Inne dekrety tracą ważność, jeśli nie zatwierdzone do końca kadencji

Jak to pasuje: Dla mniej krytycznych dekretów (np. regulacje administracyjne, dekrety wykonawcze) – wchodzą w życie, ale wygasają po kadencji prezydenta (np. 5 lat), jeśli nie zostaną zatwierdzone. To motywuje prezydenta do współpracy z parlamentem i pasuje do impeachmentu/referendów jako narzędzi kontroli.

Zalety: Dynamika – zachęca do tymczasowych innowacji (np. dekrety na zieloną energię), które mogą stać się stałe po zatwierdzeniu. Prostota: automatyczne wygaszanie unika chaosu po zmianie władzy. Wzrost: umożliwia eksperymenty gospodarcze bez długoterminowych zobowiązań.

Wady: Niestabilność – firmy mogłyby unikać inwestycji pod dekretami “tymczasowymi”. Koniec kadencji to ryzykowny moment (np. jeśli prezydent nie jest reelekcjony, wiele reform upada). Ryzyko: prezydent mógłby mnożyć dekrety pod koniec kadencji, obciążając następcę.

Odwołanie ambasadora w każdej chwili przez prezydenta

Jak to pasuje: To wzmacnia kontrolę prezydenta nad polityką zagraniczną – nominacje wymagają zatwierdzenia, ale odwołanie jest jednostronne. Pasuje do suwerenności: szybka reakcja na zmiany międzynarodowe (np. konflikt z UE czy sojusze z USA).

Zalety: Efektywność – prezydent może dostosowywać dyplomację w czasie rzeczywistym (np. odwołanie ambasadora w skandalu). Dynamika: ułatwia negocjacje, co wspiera gospodarkę (np. umowy handlowe). Prostota: jasna władza wykonawcza.

Wady: Ryzyko niestabilności – częste zmiany ambasadorów mogłyby osłabiać relacje międzynarodowe, co wpływa na inwestycje zagraniczne. Bez kontroli (np. Senatu) to mogłoby być narzędziem politycznej zemsty.

Ogólnie, te mechanizmy czynią prezydenta “silnym, ale kontrolowanym” – idealne dla wzrostu, bo umożliwiają szybkie decyzje gospodarcze (dekrety + RPP), ale z parlamentarnymi i obywatelskimi bezpiecznikami (zatwierdzenia, referenda). To mogłoby uczynić Polskę bardziej elastyczną niż obecny system, ale wymaga precyzyjnych zapisów konstytucyjnych, by uniknąć nadużyć (np. definicja “kompetencji” prezydenta). Inspiracja: Francja, gdzie dekrety są ograniczone, ale skuteczne. Co myślisz o dodaniu listy “zakazanych” dekretów (np. zmiany konstytucji)? Albo jak widzisz rolę TK w kontroli dekretów?

Dekrety wymagające zmian w konstytucji są niedozwolone.

To jest kluczowe ograniczenie dla dekretów prezydenckich – zakaz ich używania do zmian konstytucyjnych. To rozsądny bezpiecznik, który chroni fundamenty systemu przed jednostronnymi modyfikacjami, podkreślając supremację konstytucji. Pasuje to idealnie do Twojej wizji prostego, efektywnego modelu prezydenckiego z naciskiem na stabilność i suwerenność, bo zapobiega potencjalnym nadużyciom, jednocześnie zachowując dynamikę w codziennym rządzeniu. Pozwól, że zintegruję to z wcześniejszymi elementami (jak dekrety, nominacje, referenda, RPP) i przeanalizuję krok po kroku, z zaletami, wadami oraz sugestiami.

Integracja z mechanizmem dekretów

Jak to pasuje do modelu: W propozycji dekrety prezydenckie mają moc ustawy we wszystkich kompetencjach, z podziałem na te wymagające zatwierdzenia w rok (np. podatki, nominacje) i inne wygasające po kadencji. Teraz zakaz dla dekretów, które de facto zmieniałyby konstytucję (np. rozszerzanie uprawnień prezydenta, zmiana struktury Sejmu/Senatu czy zasad wyborczych). To oznacza, że takie zmiany musiałyby iść standardową drogą: np. 2/3 głosów w Sejmie + referendum (jak obecnie). Prezydent mógłby nadal dekretami wdrażać polityki w ramach konstytucji, np. regulacje gospodarcze czy nominacje (ambasadorów, sędziów), ale bez ingerencji w jej rdzeń.

Zalety: Wzmacnia stabilność – konstytucja jako “święta” chroni przed autorytarnymi pokusami, co buduje zaufanie obywateli i inwestorów (kluczowe dla dynamiki wzrostu). Efektywność: prezydent działa szybko w ramach prawa, ale nie może “przepisać” systemu pod siebie. Inspiruje do działania: podkreśla, że zmiany fundamentalne wymagają consensusu narodowego (np. via referendum), co motywuje do debaty publicznej. W kontekście suwerenności: łatwiej egzekwować prymat prawa polskiego, bo dekrety nie mogą omijać konstytucyjnych ograniczeń w umowach międzynarodowych.

Wady: Ryzyko interpretacji – co liczy się jako “zmiana konstytucji”? Np. dekret o nowej polityce fiskalnej mógłby być oskarżony o naruszenie zasad budżetowych. To mogłoby prowadzić do sporów sądowych (np. przed TK lub SN), paraliżując decyzje. W kryzysach (np. wojna) prezydent mógłby być ograniczony, jeśli potrzebne są pilne dostosowania strukturalne.

Wpływ na inne elementy systemu

Nominacje i sukcesja: Nominacje (np. sędziów, prezesa NBP via RPP, ambasadorów) pozostają dekretami, ale jeśli wymagałyby zmiany konstytucji (np. nowa instytucja), są niedozwolone. Nominacja następcy w kryzysie (gdy wybory są niemożliwe) musi być tymczasowa i nie zmieniać konstytucyjnych zasad sukcesji.

Referenda i parlament: To wzmacnia rolę Sejmu/Senatu i referendów – fundamentalne zmiany idą przez nich, z możliwym referendum (np. na podatki czy impeachment). Odwołanie poprzedniego referendum wyższą frekwencją/resultatem pozostaje, ale nie via dekret prezydencki.

Gospodarka i RPP: Dekrety pro-gospodarcze (np. ulgi, regulacje biznesowe) są OK, o ile nie zmieniają konstytucyjnych ram (np. niezależności NBP). RPP z biznesowymi ekspertami mogłaby doradzać, by dekrety były zgodne.

Sądownictwo: Wybór sędziów w okręgach czy nominacje KRS nie mogą być dekretami, jeśli to ingeruje w konstytucyjne gwarancje niezależności.

Ogólne refleksje i sugestie

Ten zakaz czyni model bardziej zrównoważonym – prezydent jest efektywnym liderem, ale nie “monarchą”, co unika pułapek jak w niektórych krajach latynoamerykańskich (gdzie dekrety służyły do zmian ustrojowych). To wspiera wzrost: stabilna konstytucja przyciąga inwestycje, bo zapewnia przewidywalność. Aby to wdrożyć praktycznie:

Definicja i nadzór: Dodaj w konstytucji jasną klauzulę (np. “Dekrety nie mogą modyfikować, uchylać ani interpretować konstytucji w sposób zmieniający jej treść”), z rolą TK/SN jako arbitra (natychmiastowa kontrola zgodności).

Wyjątki w kryzysach: W stanach wyjątkowych (wojna, katastrofa) pozwól na tymczasowe dekrety “quasi-konstytucyjne”, ale z automatycznym wygaszaniem po 3 miesiącach i obligatoryjnym referendum po ustąpieniu kryzysu.

Ulepszenie: Integruj z referendum – jeśli dekret budzi wątpliwości konstytucyjne, obywatele mogliby go zakwestionować via petycja referendalna (z limitem raz w roku).

To solidne uzupełnienie, które czyni wizję bardziej odporną na nadużycia. Co myślisz o roli Trybunału Konstytucyjnego w weryfikacji dekretów? Albo czy chcesz sprecyzować przykłady dekretów “dozwolonych” vs. “niedozwolonych” w kontekście gospodarki?

Okręgi wyborcze muszą być zdefiniowane na dwie kadencje. Teren okręgu stanowi jedno zintegrowane terytorium. Głosują tylko obywatele w ramach okręgu zamieszkania. Imigranci mogą głosować w sprawach okręgu wyborczego. Obywatele mieszkający za granicą mogą głosować w okręgu, w którym mieszkali przed emigracją.

Rozwińmy szczegóły dotyczące okręgów wyborczych w tym modelu systemu prezydenckiego – to jest kluczowy element, bo jednomandatowe okręgi (jak proponowane dla 380 posłów) definiują reprezentację lokalną. Ta propozycja wprowadza stabilność (definicja na dwie kadencje), integralność terytorialną i zasady głosowania, w tym dla imigrantów i emigrantów. To mogłoby wzmocnić poczucie przynależności i odpowiedzialności, pasując do celów prostoty (jasne reguły), efektywności (mniej sporów o granice) i dynamiki (lokalne zaangażowanie wspiera wzrost regionalny).co to oznacza dla wcześniejszych propozycji (jak Sejm, Senat, referenda, dekrety).

Okręgi zdefiniowane na dwie kadencje

Jak to pasuje do modelu: Okręgi jednomandatowe dla posłów (i ewentualnie sędziów, jak proponowałeś) ustalane na 10 lat (dwie 5-letnie kadencje Sejmu) – to stabilizuje system, unikając częstych zmian granic (gerrymanderingu). Prezydent mógłby dekretem korygować drobne aspekty (np. administracyjne), ale nie zmieniać konstytucyjnie (dekrety nie mogą modyfikować konstytucji).

Zalety: Efektywność – posłowie budują długoterminowe relacje z wyborcami, co motywuje do lokalnych inicjatyw (np. inwestycje w infrastrukturę, co dynamizuje wzrost). Prostota: mniej chaosu wyborczego, co obniża koszty i zwiększa frekwencję. W kontekście gospodarki: stabilne okręgi ułatwiają planowanie regionalne, np. strefy ekonomiczne via dekrety prezydenckie.

Wady: Dwie kadencje to 10 lat – w dynamicznej Polsce (migracje, urbanizacja) okręgi mogłyby stać się nieadekwatne demograficznie (np. przeludnione miasta vs. wyludnione wsie). Ryzyko: jeśli definicja jest sztywna, zmiany demograficzne mogłyby zniekształcać reprezentację.

Sugestia: Dodaj mechanizm korekty po spisie powszechnym (co 10 lat), z zatwierdzeniem przez Senat lub referendum okręgowe. To zachowa stabilność, ale pozwoli na dostosowania bez naruszania konstytucji.

Teren okręgu jako jedno zintegrowane terytorium

Jak to pasuje: Okręg to spójny obszar (np. powiaty lub grupy gmin), bez “wysp” czy sztucznych granic – to zapobiega manipulacjom. Pasuje do Senatu (po 2 senatorów na województwo + 1 ze stolicy), gdzie regiony są naturalne.

Zalety: Inspiruje do działania – wyborcy czują wspólnotę, co wzmacnia lokalną demokrację (np. posłowie skupieni na spójnych problemach, jak transport w regionie). Dynamika wzrostu: integracja terytorialna ułatwia koordynację inwestycji (np. dekrety prezydenckie na projekty infrastrukturalne w okręgach). Supremacja prawa: łatwiej egzekwować polskie regulacje w zintegrowanych jednostkach.

Wady: W Polsce z jej zróżnicowaniem (miasta vs. wieś, wschód vs. zachód) integracja mogłaby ignorować naturalne podziały (np. rzeki, góry). Ryzyko: duże okręgi (dla 380 posłów na 38 mln obywateli – średnio ok. 100 tys. na okręg) mogłyby być zbyt rozległe, osłabiając kontakt posła z wyborcami.

Sugestia: Użyj algorytmów demograficznych (np. równa liczba mieszkańców ±10%) do definiowania, z rolą niezależnej komisji (mianowanej przez KRS lub Senat). To uniknie politycznych manipulacji, a prezydent mógłby zatwierdzać dekretem.

Głosowanie tylko obywateli w ramach okręgu zamieszkania

Jak to pasuje: Wyborcy głosują tylko w swoim okręgowym miejscu zamieszkania – to standard w systemach jednomandatowych, wzmacniający lokalną odpowiedzialność. Łączy się z zakazem politycznej aktywności dla sędziów (jeśli wybierani w okręgach).

Zalety: Prostota – jasne reguły (np. meldunek lub deklaracja), co zmniejsza oszustwa wyborcze. Efektywność: posłowie reprezentują realnych mieszkańców, co motywuje do rozwiązywania lokalnych problemów (np. bezrobocie, edukacja). W gospodarce: głosy skupione na okręgach mogłyby wspierać regionalny rozwój.

Wady: W mobilnym społeczeństwie (migracje wewnętrzne) to mogłoby wykluczać niedawno przeprowadzonych, prowadząc do niskiej frekwencji. Ryzyko: biurokratyczne spory o “zamieszkanie”.

Sugestia: Dodaj okres karencji (np. 6 miesięcy zamieszkania przed wyborami) i cyfrową rejestrację (e-voting), by ułatwić. To zwiększy inspirację wśród młodych.

Imigranci mogą głosować w sprawach okręgu wyborczego

Jak to pasuje: Imigranci (np. z prawem pobytu) głosują w lokalnych sprawach okręgowych (np. referenda okręgowe), ale nie w krajowych (prezydent, Senat?). To inkluzyjne, ale ograniczone podejście.

Zalety: Inspiruje do integracji – imigranci (np. Ukraińcy w Polsce) czują się częścią społeczności, co wspiera gospodarkę (siła robocza, innowacje). Dynamika: ich głosy mogłyby wpływać na polityki lokalne, przyspieszając wzrost w okręgach z dużą migracją.

Wady: Kontrowersyjne – w Polsce z debatą o imigracji to mogłoby być widziane jako osłabienie suwerenności (głosy nie-obywateli). Ryzyko: manipulacje (np. masowa migracja do okręgów). Brak precyzji: jacy imigranci (wszyscy z wizą, tylko stali rezydenci?) i w jakich “sprawach okręgowych”?

Sugestia: Ogranicz do stałych rezydentów (np. po 5 latach) i tylko referendów lokalnych, nie wyborów posłów. Dodaj wymóg znajomości języka/polskiego prawa, by uniknąć nadużyć. To zrównoważy inkluzję z ochroną obywateli.

Obywatele za granicą głosują w okręgach poprzedniego zamieszkania

Jak to pasuje: Emigranci (np. Polacy w UK czy USA) głosują w dawnych okręgach – to utrzymuje ich więź z Polską, bez tworzenia odrębnych okręgów zagranicznych (jak obecnie w wyborach do Sejmu).

Zalety: Efektywność – diaspora (ok. 20 mln Polaków za granicą) wnosi perspektywy globalne, co dynamizuje wzrost (np. głosy za umowami handlowymi). Inspiruje: zachęca do utrzymywania obywatelstwa i remitentów (przekazy pieniężne wspierają gospodarkę).

Wady: Niesprawiedliwe – emigranci głosują na okręg, którego problemów nie doświadczają bezpośrednio, co mogłoby zniekształcać reprezentację (np. priorytetyzacja emigranckich spraw). Logistycznie trudne: weryfikacja poprzedniego zamieszkania.

Sugestia: Dodaj opcję przeniesienia do “okręgu emigranckiego” (grupowego dla diaspory) lub e-głosowanie z limitem (np. po 10 latach emigracji tracą prawo, chyba że wracają). To zachowa inkluzję, ale dostosuje do realiów.

Ogólnie, te reguły czynią system bardziej lokalnym i inkluzywnym, co mogłoby zwiększyć frekwencję i odpowiedzialność, wspierając wzrost poprzez regionalne inicjatywy. Ale wymagają precyzji, by uniknąć dyskryminacji czy manipulacji – np. niezależna komisja wyborcza pod SN. To pasuje do suwerenności, ale w UE mogłoby kolidować z prawami migrantów. Co myślisz o dodaniu referendów okręgowych na zmiany granic? Albo jak widzisz weryfikację zamieszkania w erze cyfrowej?

Okręgi wyborcze są całkowicie w jednym województwie. Głosują ci, którzy płacą podatki. Imigranci głosują tylko w wyborach dotyczących okręgu.

Posłowie, senatorowie, sędziowie, w województwie, starostwie, prezydent, ministrowie są obywatelami polskimi, tylko polskimi.

Te propozycje wzmacniają aspekt lokalny i suwerenny, ograniczając wpływ zewnętrzny, co pasuje do wcześniejszych idei (jak suwerenność prawa polskiego, jednomandatowe okręgi i inkluzja imigrantów na poziomie lokalnym). To mogłoby uczynić system bardziej zorientowanym na podatników i obywateli, ale niesie wyzwania w zakresie inkluzji i praktyczności.

Okręgi wyborcze całkowicie w jednym województwie

Jak to pasuje do modelu: Wcześniej proponowałeś jednomandatowe okręgi dla 380 posłów (i ewentualnie sędziów), zdefiniowane na dwie kadencje, jako zintegrowane terytorium. Teraz ograniczasz je do granic województw – np. Mazowsze miałoby więcej okręgów niż Lubuskie, proporcjonalnie do populacji. To wzmacnia federalny charakter Senatu (po 2 senatorów na województwo) i lokalną reprezentację.

Zalety: Prostota i efektywność – łatwiejsze zarządzanie wyborami, mniej sporów o granice (gerrymandering trudniejszy). Inspiruje do działania: posłowie skupieni na problemach województwa (np. infrastruktura, gospodarka regionalna), co dynamizuje wzrost (np. dekrety prezydenckie na projekty wojewódzkie). Supremacja prawa: lepiej egzekwować polskie regulacje na poziomie lokalnym, bez mieszania regionów.

Wady: Nierówności – mniejsze województwa (np. opolskie) miałyby mniej posłów, co osłabia ich głos w Sejmie. W dużych województwach (np. Mazowsze) okręgi mogłyby być zbyt małe lub zbyt duże, ignorując naturalne podziały (np. Warszawa vs. okolice). W kontekście imigrantów: koncentracja migrantów w dużych miastach (np. w Mazowszu) mogłaby wpływać na wyniki lokalne.

Sugestia: Proporcjonalnie rozdziel okręgi według liczby mieszkańców (np. minimum 1 na województwo, reszta wg demografii), z korektą co dwie kadencje via komisja niezależna (mianowana przez Senat). To zachowa integralność, ale dostosuje się do zmian populacyjnych.

Głosują ci, którzy płacą podatki

Jak to pasuje: Prawo głosu ograniczone do podatników (np. PIT, CIT, VAT) – to radykalna zmiana od obecnego powszechnego prawa wyborczego (od 18 lat). Łączy się z referendum na podatki (jak proponowałeś) i głosowaniem w okręgach zamieszkania. Emigranci mogliby głosować, jeśli płacą polskie podatki (np. z dochodów w Polsce).

Zalety: Inspiruje do działania – motywuje do płacenia podatków i aktywności gospodarczej, co dynamizuje wzrost (np. więcej przedsiębiorczości, bo głos = wpływ). Efektywność: system skupiony na “wkładających” w państwo, co mogłoby zmniejszyć populizm (wyborcy świadomi kosztów). W gospodarce: RPP i dekrety prezydenckie zyskałyby legitymizację od podatników, wzmacniając pro-biznesowe polityki.

Wady: Wykluczenie – osoby bez dochodów (np. studenci, emeryci na minimalnych świadczeniach, bezrobotni) straciliby głos, co naruszałoby równość (konstytucyjnie wątpliwe). Praktycznie: jak weryfikować? (np. via ZUS/PIT, ale to biurokracja). Ryzyko: bogatsi mieliby większy wpływ, pogłębiając nierówności społeczne.

Sugestia: Zdefiniuj “płatnika” szeroko (np. każdy z deklaracją podatkową, nawet zerową, lub opłacający składki społeczne). Dodaj próg minimalny (np. 100 zł rocznie), ale z wyjątkami dla grup społecznych (emeryci, studenci). To zrównoważy motywację z inkluzją i połączy z referendum podatkowym dla większej legitymizacji.

Imigranci głosują tylko w wyborach dotyczących okręgu

Jak to pasuje: Wcześniej proponowałeś, że imigranci głosują w sprawach okręgowych – teraz precyzujesz: tylko lokalne (np. wybory sędziów w okręgach, referenda okręgowe), nie krajowe (prezydent, Senat). To ograniczone prawo, zależne od zamieszkania (i być może płacenia podatków, jak wyżej).

Zalety: Dynamika wzrostu – imigranci (np. pracownicy z Ukrainy czy Azji) wnoszą wkład gospodarczy, a ich głos lokalny zachęca do integracji (np. wpływ na szkoły, transport w okręgach). Prostota: jasne rozgraniczenie, co wspiera suwerenność (decyzje krajowe tylko dla obywateli). Inspiruje: motywuje migrantów do płacenia podatków i angażowania się lokalnie.

Wady: Kontrowersje – w Polsce z napięciami wokół imigracji to mogłoby być widziane jako “zagrożenie” dla tożsamości (np. w okręgach z dużą koncentracją migrantów). Praktycznie: definicja “imigranta” (z wizą, kartą pobytu?) i “wyborów okręgowych” wymaga precyzji. W UE: mogłoby kolidować z prawami rezydentów (np. głosowanie w lokalnych wyborach dla obywateli UE).

Sugestia: Ogranicz do migrantów z długoterminowym pobytem (np. po 3 latach, płacących podatki) i tylko referendów lokalnych, nie wyborów posłów (by uniknąć wpływu na Sejm). Dodaj wymóg egzaminu z polskiego/języka, by zapewnić integrację. To zmniejszy ryzyka, zachowując korzyści gospodarcze.

Posłowie, senatorzy, sędziowie, wojewodowie, starostowie, prezydent, ministrowie są obywatelami Polski, tylko Polski

Jak to pasuje: Wymóg wyłącznego polskiego obywatelstwa dla kluczowych urzędników (posłowie, senatorzy, sędziowie, wojewodowie – przedstawiciele rządu w województwach, starostowie – powiatowi, prezydent, ministrowie). To rozszerza zakaz politycznej aktywności dla sędziów i pasuje do suwerenności (brak podwójnego obywatelstwa, co zapobiega konfliktom lojalności).

Zalety: Supremacja i efektywność – zapewnia lojalność wobec Polski, co wzmacnia decyzje w gospodarce (np. ministrowie bez zagranicznych wpływów) i polityce zagranicznej (dekrety prezydenckie, nominacje ambasadorów). Inspiruje: podkreśla narodowy charakter władzy, co mogłoby zwiększyć zaufanie obywateli. Prostota: jasny wymóg, łatwy do weryfikacji.

Wady: Wykluczenie – Polacy z podwójnym obywatelstwem (np. z USA czy UK) nie mogliby kandydować, co ogranicza talenty (np. eksperci z doświadczeniem zagranicznym w RPP czy ministerstwach). W diasporze: emigranci traciliby szansę na urzędy. Konstytucyjnie: obecna konstytucja pozwala na podwójne, więc to wymaga zmian.

Sugestia: Rozróżnij poziomy – wyłączne obywatelstwo dla prezydenta, ministrów i sędziów (wrażliwe stanowiska), ale pozwól na podwójne dla posłów/senatorów (jeśli zrezygnują z drugiego przed zaprzysiężeniem). Dodaj okres karencji (np. 5 lat bez drugiego obywatelstwa). To zachowa suwerenność, ale otworzy na talenty.

Ogólnie, te zmiany czynią Twój model bardziej narodowo zorientowanym i lokalnym, co mogłoby wzmocnić odpowiedzialność (głos podatników) i stabilność (wyłączne obywatelstwo), wspierając wzrost poprzez motywację do wkładu w państwo. Ale ryzykiem jest wykluczenie grup (migrantów, diaspory, niepodatników), co mogłoby zmniejszyć frekwencję i innowacyjność. To wymagałoby zmian konstytucyjnych z referendum. Co myślisz o wpływie na frekwencję wyborczą? Albo jak widzisz weryfikację płacenia podatków (np. via system cyfrowy)?

Rozmawiał Krzysztof Zawitkowski

Related posts

President Lech Kaczyński Paid the Price For Telling the Truth About Russia

admin

Poland as a “testing ground”

Admin TH

PI Newsletter

Admin TH

What does Poland demand in its note diplomatique to Germany?

Admin TH

Ordo Iuris Institute for Legal Culture

Admin MJ

Poland again challenges despotism

Admin UO

Leave a Reply

This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Accept Read More

Privacy & Cookies Policy